Przetarg na operatora ostatniej mili wygrywa zwykle ten, kto zaproponuje najlepszą kombinację ceny i SLA. Po kilku miesiącach okazuje się, że obie liczby były prawdziwe, a mimo to współpraca nie działa. Poniżej pięć błędów, które widzimy najczęściej po drugiej stronie stołu.
1. Porównywanie SLA bez definicji
„98% terminowości” u dwóch operatorów może oznaczać dwie zupełnie różne rzeczy. Pytanie, które warto zadać: czy do statystyki wliczane są przesyłki nieodebrane przez klienta, awizowane ponownie i te przekazane do punktu? Po doprecyzowaniu definicji różnice między ofertami potrafią sięgnąć kilkunastu punktów procentowych.
2. Brak testu w szczycie
Operator, który świetnie radzi sobie w marcu, w listopadzie może być zupełnie innym partnerem. Warto zapisać w umowie pilotaż obejmujący przynajmniej jeden okres szczytowy albo poprosić o dane terminowości z ostatniego Black Friday — nie średnioroczne.
Średnia roczna terminowość ukrywa dokładnie te dni, w których dostawa decyduje o Twojej sprzedaży.
3. Pomijanie kwestii wielkogabarytów i wyjątków
Standardowa paczka to najprostsza część oferty. Prawdziwa różnica między operatorami zaczyna się przy przesyłkach nietypowych: 60 kg, wniesienie na piętro, dwuosobowa obsługa, kontrola temperatury. Jeśli te przypadki stanowią u Ciebie 5% wolumenu, ale 30% reklamacji — powinny ważyć w decyzji odpowiednio więcej.
4. Integracja zostawiona „na potem”
Umowa podpisana, a integracja trwa dwa miesiące, bo API operatora nie obsługuje statusów, których potrzebuje Twoja obsługa klienta. Zakres integracji, format statusów i czas wdrożenia powinny być załącznikiem do umowy, nie tematem na później.
5. Jeden operator na wszystko
Monokultura jest wygodna administracyjnie i ryzykowna operacyjnie. Nawet niewielki drugi operator na 10–15% wolumenu daje punkt odniesienia w negocjacjach i realny plan B w tygodniu, w którym coś pójdzie nie tak.
Dobra wiadomość: wszystkie pięć błędów da się wychwycić przed podpisaniem umowy. Wystarczy zamienić prezentację handlową na dwa dni rozmów z operacjami.

